Kneblowanie historii i festiwal nienawiści wobec Polaków. Komu przeszkadza polska racja stanu i prawda o reparacjach?
To, co wydarzyło się w Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej, przekracza granice lokalnego sporu i staje się ponurym symbolem naszych czasów. Wykład wybitnego historyka, prof. Grzegorza Kucharczyka, poświęcony stosunkom polsko-niemieckim, wywołał u części lokalnych urzędników wręcz histeryczny lęk. Powód? W sali wystawowej pojawił się baner przypominający o niemieckich reparacjach wojennych. Ta rzekoma „zbrodnia” stała się pretekstem do odpalenia urzędniczej machiny potępień i donosów do ministerstwa. Mamy do czynienia z jaskrawym pokazem mentalnej podległości i próbą cenzurowania polskiej pamięci historycznej we własnym kraju. Tak czynią prawdziwi folskdojcze…
Na szczęście w strukturach powiatu znaleźli się ludzie, którzy nie stracili narodowego kręgosłupa. Wicestarosta Dawid Cieloch w swoim bezkompromisowym oświadczeniu bezlitośnie obnażył tę manipulację. Przypomniał przestraszonym decydentom prawdę oczywistą: treść tego baneru to nie żadna „partyjna agitacja”, ale bezpośrednie odzwierciedlenie oficjalnej Uchwały Sejmu RP z 2004 roku.
Ludzie, którzy zaprosili prof. Kucharczyka i zorganizowali to spotkanie, wykazali się odwagą oraz elementarną odpowiedzialnością za polską myśl polityczną. Pokazali, że suwerenny naród ma niezbywalne prawo – a wręcz obowiązek – głośno upominać się o sprawiedliwość dziejową, bez pytania Berlina czy Brukseli o zgodę. Atakowanie organizatorów za przypominanie o niemieckich długach wobec Polski to nic innego jak polityczny serwilizm, neokolonialne kompleksy i próba kneblowania ust własnym obywatelom w imię źle pojętej poprawności.
Ta sama kapitulancka, podszyta strachem logika kieruje tymi, którzy z wściekłością atakują Ruch Obrony Granic oraz całą propolską linię polityczną. W obliczu realnych, śmiertelnych zagrożeń geopolitycznych uderzanie w organizacje stojące murem za polskim mundurem i nienaruszalnością naszych rubieży graniczy z jawnym sabotażem narodowej racji stanu. Ruch Obrony Granic i wspierający go Polacy robią to, co w normalnym, zdrowym społeczeństwie jest odruchem bezwarunkowym: chronią własny dom, własne rodziny i suwerenność Rzeczypospolitej.
Plucie na obrońców granic i marginalizowanie propolskich inicjatyw to realizacja scenariusza tych sił, które chcą Polski słabej, rozbrojonej moralnie i podatnej na zewnętrzną destabilizację. Klasyczna polska myśl polityczna nigdy nie tolerowała kunktatorstwa w kwestiach fundamentalnych. Granice państwa i prawda historyczna to świętości, na których straży musimy stać bez względu na polityczną koniunkturę. Sprzeciw wobec urzędniczej cenzury w Międzyrzeczu oraz twarde, dumne wsparcie dla obrońców granic to dzisiaj najprostszy test na to, czy nosi się w sercu Polskę podmiotową, czy jedynie petenta na obcych salonach.
