Cycatka niemile widziana

Właśnie jestem po nadzwyczaj refleksyjnym, bo prawie 8 godzinnym, czekaniu na swoją kolej w poczekalni Okulistyki Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze, który nota bene, ma dział Badań Innowacyjnych. A do idei innowacji od zawsze podchodzę z dużym szacunkiem. Wraz ze mną na owym oddziale czekało w innowacyjnej atmosferze około 50 innych zwolenników innowacji, z czego pewna ilość na stojąco, także w duchu innowacji.

Jeżeli o mnie idzie, szpitalna innowacja porwała mnie w swoje objęcia od momentu wyznaczenia mi wizyty na godzinę 7:12. Ponieważ jak napisałem, mam szacunek do innowacyjności, stawiłem się na czas i pobrałem z automatu stosowny numerek. Było miło i sympatycznie, towarzystwo przyjemne, większość 60 +, część z opatrunkami na oczach i niezbyt kwitnącego zdrowia, więc bez większego dyskomfortu odczekałem, poddałem się zabiegom, a kiedy wróciłem do domu zegar bił 15:00.

Kiedy człowiek siedzi przygnieciony innowacją nie ma wyjścia, musi popaść w refleksję i myślenie lateralne, czyli zboczone. Mnie, na co nie mam wpływu, naszła refleksja dotycząca oprotestowanej przez Związek Zawodowy Pielęgniarek figurki z serii Bachusików. Jedna taka, zgrabna cycatka, że niby pielęgniarka, trzymająca strzykawkę wielkości AK47, miała stać przed wejściem do uniwersyteckiej świątyni zdrowia, jako promocja i zapowiedź. Miała, ale się nie spodobało, głównie posłance Polak dwojga imion. W Zielonej Górze tak już jest, że gusta estetyczne ustala posłanka Polak, która na czele tutejszego fraucymeru stoi niczym robotnica z czołówki Mosfilmu. Owa cycatka, jak donoszą media nie spodobała się również białemu personelowi płci żeńskiej. Biały to on już nie jest, bo białe się zbyt łatwo brudzi. Biały personel nosi się teraz kolorach ułatwiających zachowanie czystości, czyli w kolorach wojskowej ciężarówki. Ma to przy okazji i tę zaletę, że teraz nie rozpoznasz w przybytku zdrowia, kto lekarz, kto pielęgniarka a kto przyjechał naprawiać windę.

Ja tam nic nie mam, ani do tej cycatki, ani do pań pielęgniarek, które cycatka zewnętrznie miała symbolizować. Wzrusza mnie to, że pod komunikatem o eksmisji wydanym przez uniwersyteckie gremium kierownicze, ktoś zamieścił komentarz sugerujący o powodzie pielęgniarskiej dezabrobaty. Otóż obecnie panie czyniące medyczne posługi poczuły się oburzone nazbyt seksowną figurą cycatki, czyli tym, czym one nie dysponują na bieżąco. Podobno z zazdrości, że ona ma, a one nie.

W tym może coś jest, bo kiedy sięgnę pamięcią te kilkadziesiąt lat wstecz, biały personel nie dosyć, że był biały, to jeszcze zgrabny i cycaty oraz wyposażony w kibić. Miło było patrzeć i chorować było przyjemniej. Kiedy ówczesny biały personel pobierał z żyły krew, lub robił zastrzyk w pośladek, to już sam widok kształtów białego personelu działał znieczulająco. Dzisiaj już tak nie jest. Nawet panie doktorki wyglądają jak Ukrainki grabiące w deszczowy jesienny dzień liście w Parku Tysiąclecia.

Co do klinicznych twórców innowacyjności i związkowych przeciwniczek cycatki, to chciałbym powiedzieć, że mają ptasie móżdżki, ale tu o mózgu, nawet w mikroskopijny rozmiarze, stanowczo nie ma mowy. Więc nie powiem. Wypomnę jedynie dyrekcji, że i tego braku się boi.

J-007