Zgroza! Wyciekł raport dotyczący Lubuskiego Teatru. Audytor opisał mechanizm defraudowania setek tysięcy złotych
Nieracjonalne i sprzeczne z prawem wydawanie pieniędzy publicznych, niejasne umowy, zawyżone wynagrodzenia, tworzenie dziwnych umów dla podniesienia wynagrodzenia pracowników, sposób rozliczenia wskazujący na nepotyzm i brak zapewnienia przestrzegania zasad gospodarności, celowości oraz efektywności. Oto zarzuty, które w audycie wykonanym na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego postawiono dyrektorowi Lubuskiego Teatru Robertowi Czechowskiemu, kierującemu od lat tą instytucją kultury. To jednak nie wszystko najcięższym zarzutem jest produkcja fikcyjnego spektaklu. Chodzi o Męża i Żonę, Fredry. Na produkcję w/w przedstawienia wydano 64 255.00 zł, ale nie odbyło się ani jedno przedstawienie.
O tym zdecydowaliśmy się napisać jako pierwsi. Mimo, że przed publikacją przestrzegano nas o możliwych konsekwencjach, a nawet próbowano „miękko” szantażować. Zdecydowaliśmy, że nie będziemy niczego ukrywać.
Skala tego, co wynika z raportu po przeprowadzonym audycie poraża, a jednocześnie zwraca uwagę fakt że przez wiele lat to, co działo się w lubuskim teatrze nie podlegało żadnemu nadzorowi ze strony Urzędu Marszałkowskiego.
Co prawda formalnie takowy był, ale istniał raczej w zakresie czystej fikcji. Dlaczego? O tym później. Wiadomo, że odpowiedzialnym za instytucje kultury w latach 2020-2023 czyli w okresie jaki obejmuje audyt był prominentny działacz PSL Łukasz Porycki. I ta niego spada odpowiedzialność za nadzór nad jednostką.
Co ciekawe, audyt udostępnił kilka miesięcy temu inny ważny polityk ludowców Jacek Urbański, wierny „paź” Stanisława Tomczyszyna, który jest prezesem PSL w Lubuskiem, a obecnie jest posłem na Sejm RP.
Sam audyt wskazuje na prowadzenie polityki finansowej, w sposób zupełnie odbiegający od zasad gospodarności. Zarzutów jest mnóstwo. Wiele z nich dyskwalifikują osobę zajmującą stanowisko dyrektorskie.
Audytor, biegły sądowy, nie musiał się nawet wysilać, by znaleźć przypadki naruszenia dyscypliny finansów publicznych przez dyrekcję Lubuskiego Teatru choćby poprzez brak dokumentacji potwierdzającej, że podejmowane przez dyrektora dodatkowe płatne zajęcia o charakterze twórczym, uzyskały zgodę zarządu województwa lubuskiego.
Dyrektor, który się podjął się tego typu działania musi mieć taką zgodę. Ponadto audyt wskazał na brak dokumentacji potwierdzającej podpisanie polecenia wyjazdu służbowego odbywanego poza granicami kraju. Chodzi konkretnie o Edynburgu w Szkocji. A takie zlecenie powinien podpisać członek zarządu województwa lubuskiego nadzorujący merytorycznie Lubuski Teatr. W omawianym okresie był nim właśnie Łukasz Porycki.
Dowodów na „inżynierię finansową” stosowaną w Lubuskim Teatrze jest całe mnóstwo. Audytor znalazł przypadek braku stosowania się do zapisów zarządzenia w sprawie wprowadzenia regulaminu wydatkowania środków finansowych o wartości nieprzekraczającej 130 tys. zł netto, czyli wartości wiążącej dla stosowania ustawy o zamówieniach publicznych.
W innym miejscu audytu czytamy, że dokonywane były różne machinacje przy wynagrodzeniach. Przykładem tutaj jest choćby zawarcie umowy cywilnoprawnej w wysokości 24 000 zł przez jednego z pracowników, który był zatrudniony jednocześnie na umowę o pracę. Audytor wskazał w tym momencie stratę teatru wysokości 24 000 zł.
Audyt jest od dawna w rękach polityków. Co zrobili z tak poważnymi zarzutami? Czy została zawiadomiona prokuratura? Czy wyciągnięto konsekwencje wobec osób, które doprowadziły do tak potężnych strat?
Mimo upływu czasu nic się nie wydarzyło. Wszyscy zgodnie wszystko ukrywają.
Poniżej najciekawsze fragmenty z audytu.





