Regermanizacja, ante potras

Polacy statystycznie czytają 1 książkę rocznie. Nic więc dziwnego, że słabo rozumieją, co się do nich pisze i mówi. Szczególnie dotyczy to polityków, mających odruch, komentowania innych polityków, a u których z logiką i rozumieniem tekstu krucho. Jarosław Kaczyński będąc w Zielonej Górze powiedział, że na ziemiach zachodnich, cytuję – jest prowadzona akcja, akcja, można powiedzieć, regermanizacji” i jako dowód przytoczył działanie marszałek Elżbiety Anny Polak. To że marszałek Polak realizowała niemiecką rację stanu, nikt myślący logicznie nie może mieć wątpliwości i łączenie jej z tzw regermanizacją”, nie jest pozbawione politycznej racji. Tyle tylko, że prezes Kaczyński w swojej stylistyce użył zwrotu „można powiedzieć” co oznacza oczywistą warunkowość. Bo można nie oznacza, że trzeba albo należy.

Czy polityk ma prawo używać w swojej retoryce argumentów nieprecyzyjnych, sugerujących czy wręcz insynuujących? Oczywiście, że ma prawo. Ma prawo korzystać z retoryki wiecowej, która nie podlega dyscyplinie naukowej, nie sili się na precyzję i korzysta z myślowych skrótów, logicznych uproszczeń, kreśli świat grubą krechą. To wilcze prawo polityka. I wiecu.

Co do samej istoty tzw „regermanizacji”. Niemiecka polityka germanizowania Polski ma charakter trwały i niezmienny od czasów Fryderyka II Hochenzollerna, którego Niemcy właśnie z racji dokonania rozbiorów Polski i zaboru Ślaska nazywają wielkim. Zatem Marszałek Polak się myli twierdząc, cytuję – ”Naszym wrogiem nie są Niemcy. Agresorem jest Rosja. To na granicy wschodniej jest największe zagrożenie.”. Rosja jest rzeczywiście agresorem, ale to nie rosyjskie śmieci nam są podrzucane z Niemiec, to nie Rosjanie nasyłają na nas herztlichwilkommenów, to nie Rosjanie zakazują wszelkich inwestycji na Odrze, że ograniczę się tylko do wrogich niemieckich działań w Lubuskiem. Zatem ściśle rzecz biorąc Niemcy są wrogiem, a Rosjanie agresorem. Z tym, że wobec Ukrainy, a nie Polski.

Zgadzam się także, bo każdy przyzwoity Polak powinien się zgodzić, z tym, że kulturkampf nadal trwa. Poprzez fundacje, granty i euroregiony. I trzeba być tępym zapyziałym ignorantem, aby tego nie widzieć. Liczni regionaliści kaleczą historię regionu. Wspominają „dobre” niemieckie czasy, zapominając o czasach piastowskich, czeskich, austriackich. Milczą o niemieckich zbrodniach, milczą o czasach nazizmu, ale skarżą się w imieniu „wypędzonych”. Naukowcy lubuscy niechętnie zajmują się negatywnymi wątkami relacji polsko-niemieckich.

Przy okazji warto zauważyć, że rolą polityka jest ostrzegać. Wiedzą więcej jak my, zwykli obywatele. Mają dostęp do informacji dla nas niedostępnych. Ich obowiązkiem jest przestrzegać. I choć nie można mówić o „regermanizacji” Lubuskiego, to trzeba widzieć trendy niemieckiej polityki, brak traktatu pokojowego pomiędzy Polską a Niemcami i zgłaszane otwarcie roszczenia terytorialne Niemiec wobec Polski przez działające legalnie niemieckie podmioty. Tym samym polityk ma obowiązek z racji swojej wiedzy i zaufania, jakim go obdarzyli wyborcy, ostrzegać przed niekorzystnymi dla Polski działaniami Niemiec. Jeżeli wobec oczywistych zagrożeń jakiś polityk tego nie robi, to inny ma prawo do krytyki tej pasywności. Tak jak Jarosław Kaczyński wobec Elżbiety Polak.

J-007