Bal świętych z gangsterami

W lokalnych mediach pojawiła się informacja, że Marek Surmacz w dniu inauguracji prezydentury Karola Nawrockiego przesłał prezesowi PiS o rezygnację z uczestnictwa w tym ugrupowaniu. To nie jest sensacja, bo od wiosny, od kongresu w Przysusze, wiadomo, że Markowi Surmaczowi z PiS’em nie bardzo po drodze. Jak wynika z tego co mówi publicznie, o jego odejściu z PiS przesądziły decyzje personalne władz przed i w czasie kongresu. Napomknął też o koniunkturalizmie, pociotkach, prywacie. Poszedł nawet w krytyce dalej mówiąc, że jego działania w partii szkodzą „tym, którzy balują z gangsterami na Sylwestra”. Nie wymienił jednak, co zrozumiałe, żadnych nazwisk. Zatem jest „na grubo”.

Nie od dziś wiadomo, że żadna partia nie toleruje indywidualistów, a demokracja widnieje jedynie jako lśniący pozorem napis na sztandarach, ale nie w wewnętrznym obyczaju. PiS nie odbiega w tym zakresie od swoistej partyjnej europejskiej normy. Erozja demokracji nie dotyka bowiem PiS’u w jakiś szczególny sposób. To światowa pandemia a koniunkturalizm, krewni krolika i prywata, to chleb powszedni europejskiego demokratycznego establishmentu.

Lubuskie struktury PiS’u, z których wywodził się Marek Surmacz od lat w ramach takiej demokracji kolaborują z Platformą Obywatelską. Wystarczy posłuchać obrad Sejmiku Lubuskiego. Pozornie jedynie są opozycją, ale w de facto za kulisami, prywatnie i dyskretnie uczestniczą w podziale publicznych benefitów. Dobrze poinformowani wiedzą, o rozmaitych personalnych układach i układzikach.

To naturalne, że bliższa koszula ciału, że jakoś żyć trzeba. Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Przecież sami wiecie, ma się żonę, dzieci, więc zgodnie z myślą Stanisława Wyspiańskiego: „Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś spokojna, byle polska wieś wesoła.”

Przyglądanie się lubuskiej polityce prowadzi do smutnego wniosku, że Marek Surmacz ma rację. Bo tu mało któremu politykowi zależy na rozwoju regionu. Pod pustymi deklaracjami kryją oni swoje prywatne interesiki. Wyraźnie widać, że dla większości lubuskich polityków władza nie jest obowiązkiem, ale przywilejem. Władza nie służy dobru ogółu, ale prywacie. I nikogo to, prawdę powiedziawszy, nie dziwi. Skutek? Region od lat na najniższych pozycjach wszelkich statystyk.

J-007