Posłać, nie posłać
Zapowiada się spektakularna klęska ministry Nowackiej, której flagowym projektem miała byc „Edukacja zdrowotna”. Trwa bowiem akcja wypisywania dzieci z uczestniczenia w zajęciach z tego przedmiotu. Czym się to skończy jeszcze nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że bardziej niekompetentnego i szkodliwego ministra edukacji w Polsce od 1918 roku nie było.
Podczas niedawnej rozmowy młoda matka, mama trzech córek, zapytała mnie jaki mam stosunek do „Edukacji zdrowotnej”. Pytała, bo zapewne zastanawia się, której telewizji ulec. Bo jak wiadomo, większość z nas nie ma własnych poglądów. Ma poglądy ulubionej stacji. Ale ponieważ ta młoda matka, należała do nielicznego grona matek myślących, nie miała swojej ulubionej stacji, szukała u mnie rady. Posyłać, czy nie posyłać?
Nie mogłem jej pomóc w rozwiązaniu jej wątpliwości. Może nawet gdybym wiedział co powiedzieć w tej sprawie, nie wiem, czy chciałbym za nią dokonać wyboru. Zamiast „tak lub nie”, wdałem się w dłuższą rozmowę, zaczynającą się z od mojego pytania dosyć retorycznego: „A czyje są Pani dzieci?”. I dodałem równie retorycznie: „Przecież nie pani nauczycielki”. Następnie uzgodniliśmy, że każde z dzieci mojej rozmówczyni ma inną wrażliwość i z każdym musi rozmawiać w nieco inny sposób. To uzgodnienie skwitowałem uwagą, że wszystkie dzieci tak mają a system edukacyjny takiego oczywistego zjawiska nie przewiduje. W każdym bowiem publicznym systemie edukacyjnym zakłada się, że każde dziecko jest takie samo. Dlatego każdemu dziecku do głowy wkłada się te same informacje. Od każdego wymaga się takich samych standardowych zachowań i każdego ocenia się wspólnym dla wszystkich testem.
Ja nie wiem, czy rodzice sobie z tej edukacyjnej masakry zdają sprawę. Większość z nich, mimo, że to przecież ich dzieci, oddają sprawy rozwoju intelektualnego i moralnego w sporym zakresie obcej osobie, właściwie urzędnikowi, który realizuje program edukacyjny jak maszyna kształtująca nasyp, na którym potem ktoś położy kolejowe tory albo asfalt. Tak jakby dzieci to nie byli ludzie. Osoby nieletnie z nieodkrytym potencjałem, które mają swoją wrażliwość i swoją indywidualna ścieżką rozwoju, które szkoła ma obowiązek odkryć i wzmocnić, a nie stłamsić.
Nie mam pojęcia co zawiera Edukacja Zdrowotna. Moim zdaniem nie ma to najmniejszego znaczenia. Problemem szkoły jest raczej AI, TikTok a nie program nauczania. Dzisiaj każdy smartfon kosztujący znacznie mniej jak miesięczna pensja nauczyciela daje dostęp do wiedzy większej jaką mają wszyscy nauczyciele razem wzięci. Polski system edukacyjny zdaje się nie dostrzegać tej gigantycznej nieuporządkowanej wiedzy, do jakiej ma dostęp każdy uczeń bez ograniczeń. Szkoła zamiast uczyć jak z tej wiedzy korzystać, zajmuje się ideologią. Nie ważne czy lewacką, czy prawacką. Nie istotne czy w dobrej, czy złej wierze. Ważne, że polska szkoła ignoruje przyszłość, a uparcie i kurczowo trzyma się przeszłości.
