Lubuski odprysk afery przemytu nielegalnych migrantów. Zielona Góra głównym kanałem przerzutowym

Opisywany w ogólnopolskich mediach proceder przemytu ludzi, w który zaangażowane mają być osoby z bliskiego grona współpracującego z obozem władzy, obejmuje również swoim zasięgiem województwo lubuskie. Jak wynika z akt śledztwa, które opublikowała m.in. Telewizja Republika, tropy wiodą do naszego regionu i samej Zielonej Góry.

Przypomnijmy że cała afera dotycząca przerzutu ludzi przez granice państw Unii Europejskiej jest dobrze rozpoznana przez polskie służby. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego od dawna zbiera informacje na temat grup przerzucających do Polski nielegalnych imigrantów, którzy próbujęą przekraczać naszą wschodnią granicę, a potem trafiają do Niemiec.
W aktach sprawy przewija się nazwisko Klementyny Suchanow, która zajmuje dziś ważne stanowisko w komisji do spraw badania wpływów rosyjskich przy premierze Donaldzie Tusku. Służby specjalne przekazały tę wiedzę do prokuratury, która na razie nie podejmuje jednak śledztwa przeciwko tej osobie.

W tym samym śledztwie zauważalny jest również wątek Lubuski. W aktach sprawy widnieją nazwiska osób z naszego regionu, które są aktywnie zaangażowane i zamieszane w proceder przerzutu nielegalnych imigrantów, ale już nie ze wschodniej granicy do Niemiec, a z Niemiec do Polski. Co ciekawe wśród tych nazwisk są również osoby publiczne z kręgu władzy miasta Zielona Góra, związane dziś z Platformą Obywatelską.

Z akt sprawy, które mogliśmy prtzeglądać wynika, że służby mają dobrze rozpoznane szlaki w przerzutu nielegalnych imigrantów, a Zielona Góra jest ważnym miejscem przerzutu tych osób. Przez miasto przechodzi bowiem kanał przerzutowy z Niemiec w głąb Polski.

W procederze uczestniczą organizacje pozarządowe i ludzie związani z niemiecką partią Zielonych w Polsce, która od lat buduje w Polsce swój przyczółek.

Zwiększające się liczba nielegalnych imigrantów i zagrożenia z tym związane wpływają już na pracę służb. Jak udało nam się dowiedzieć część pograniczników po prostu ma dość sytuacji którą obserwują od wielu miesięcy wzdłuż granicy polsko-niemieckiej. Zdają sobie sprawę z niebezpieczeństw, które niesie ze sobą nielegalne przepychanie do Polski ludzi ze strony niemieckiej. Tym bardziej, że te osoby są zazwyczaj nierozpoznane i nie wiadomo o nich praktycznie nic.

Ale mundurowi to nie jedyna grupa, która dostrzega problemy i zagrożenia wynikające z nielegalnej imigracji. W ostatnim czasie również środowisko lekarskie zaczęło mówić o sytuacjach, które wcześniej nie miały miejsca.
Okazuje się że lekarze pracujący w Zielonej Górze mieli już po kilkadziesiąt przypadków obowiązku udzielania pomocy obcokrajowcom, którzy znaleźli się w Polsce przekraczając granicę nielegalny sposób. Nie wiadomo jak są rozliczane te usługi, wiadomo jednak, że na pewno za każdą interwencję związaną z pracą służb płaci polski podatnik.

Na każde wezwanie trzeba bowiem zareagować, dojechać na miejsce i udzielić pomocy zgodnie z procedurą. A to pochłania czas i pieniądze zdarzyło się już również, że lekarze nie mogli dojechać od razu na wezwanie karetki dokonane przez obywateli polskich, ponieważ służby były akurat zajęte udzielaniem pomocy nielegalnym imigrantom.

Niestety państwo chroni ten nielegalny przemyt ludzi.

Gdyby było inaczej, spokojnie można by zablokować ten proceder – mówi jeden z pograniczników. – Przecież ci ludzie mają do dyspozycji telefony komórkowe, które muszą być przecież na kogoś zarejestrowane. Więc łatwo można zmaleźć osoby, które po prostu rejestrują je w sieci. Inna sprawa, że nielegalny imigrany nigdy nie mógłby zakupić w sieci karty, aby z niej korzystać. Do tego ptorzebny jest dowód osobisty i legalny pobyt oraz stała praca. A oni nie spełniają żadnego z awrunków. Podobnie jest z kartami bankomatowymi. Przecież, aby dostać kartę potrzebne jest konto, a wiadomo, że takiej osobie nikt konta nie założy, bo przebywa tu nielegalnie. Mamy więc do czynienia z potwornym procederem, za którym stoją organizacje pozarządowe i tak zwani aktywiści, a legitymizuje to wszystko polski rząd.

Gdyby było inaczej, spokojnie można by zablokować ten proceder – mówi jeden z pograniczników. – Przecież ci ludzie mają do dyspozycji telefony komórkowe, które muszą być przecież na kogoś zarejestrowane. Więc łatwo można znaleźć osoby, które po prostu rejestrują je w sieci. Inna sprawa, że nielegalny imigrant nigdy nie mógłby zakupić w sieci karty, aby z niej korzystać. Do tego potrzebny jest dowód osobisty i legalny pobyt oraz stała praca. A oni nie spełniają żadnego z warunków. Podobnie jest z kartami bankomatowymi. Przecież, aby dostać kartę potrzebne jest konto, a wiadomo, że takiej osobie nikt konta nie założy, bo przebywa tu nielegalnie. Mamy więc do czynienia z potwornym procederem, za którym stoją organizacje pozarządowe i tak zwani aktywiści, a legitymizuje to wszystko polski rząd.

Jak się udało nam ustalić, jedna z dziupli w których przebywają nielegalnie imigranci zaopatrywana jest przez jedną z osób publicznych. Migranci mogą liczyć na telefony komórkowe, całodobowe wsparcie, ubrania i pomoc przy adaptacji w nowych warunkach.

Oczywiście tego wszystkiego nie byłoby bez odpowiednich finansów, które przypływają do osób pomagających nielegalnym imigrantom nadchodzącym z Niemiec. Finansowanie całej akcji przerzutu ludzi odbywa się za pomocą organizacji pozarządowych, które jak dotąd pozostają poza kontrolą polskich służb. Tak zwani aktywiści nie są osobami które robią coś z dobroci serca. Wszystko opiera się na biznesie i ogromnych pieniądzach. Nielegalnie imigranci są tylko towarem na którym wszyscy mogą dobrze zarobić.

Sytuacja jest jednak cały czas monitorowana pod kątem zagrożenia antyterrorystycznego.