Po utracie stanowiska – niemal 20 tys. zł miesięcznie. Afera wokół Jabłońskiego
To się może skończyć zawiadomieniem prokuratury o fikcyjnym etacie i pobieraniu niemal 20 000 miesięcznie za sabotowanie pracy i fingowane stanowisko. Chodzi o Marcina Jabłońskiego byłego marszałka województwa lubuskiego i jego zatrudnienie w Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie za kwotę blisko 20 000 zł miesięcznie.
To kolejna sytuacja w której politycy Koalicji Obywatelskiej plują w twarz obywatelom.
Marcin Jabłoński, były marszałek województwa lubuskiego z Platformy Obywatelskiej, ponownie znalazł się w centrum zainteresowania. Jak ustaliła „Gazeta Lubuska”, obecnie jako kierownik ds. realizacji projektów w Wielospecjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie Wielkopolskim ma otrzymywać wynagrodzenie sięgające blisko 20 tys. zł brutto miesięcznie. Informacja wywołała falę komentarzy i pytań o standardy zatrudniania w spółkach oraz instytucjach podległych samorządowi województwa.
Sprawa budzi szczególne emocje, ponieważ Jabłoński kilkanaście miesięcy temu stracił funkcję marszałka po głośnym zdarzeniu drogowym na trasie S3.
W wyniku kolizji wywołanej przez polityka doszło do utraty przez niego prawa jazdy, a cała sprawa odbiła się szerokim echem w mediach. Dla wielu mieszkańców regionu była to sytuacja, która powinna oznaczać polityczną odpowiedzialność i zakończenie kariery na eksponowanych stanowiskach.
Tymczasem – zamiast politycznej emerytury – były marszałek znalazł dobrze wynagradzaną posadę w szpitalu wojewódzkim.
Trudno nie dostrzec politycznego kontekstu tej decyzji. Szpital podlega samorządowi województwa, w którym władzę sprawuje Koalicja Obywatelska wraz z koalicjantami. To rodzi pytania, czy o zatrudnieniu zdecydowały wyłącznie kompetencje, czy również partyjne powiązania.
Cała sytuacja wpisuje się w szerszą debatę o obsadzaniu stanowisk w instytucjach publicznych przez osoby związane z partiami rządzącymi. Opozycja od lat krytykuje takie praktyki jako przejaw politycznego klientelizmu i nagradzania swoich działaczy atrakcyjnymi posadami finansowanymi z publicznych pieniędzy.
Przypadek Marcina Jabłońskiego może stać się kolejnym symbolem dyskusji o odpowiedzialności polityków oraz przejrzystości zatrudnienia w jednostkach samorządowych.
Dla wielu mieszkańców trudno zrozumieć, dlaczego osoba, która po głośnym wypadku drogowym utraciła stanowisko marszałka, dziś otrzymuje wynagrodzenie na poziomie osiągającym blisko 20 tys. zł miesięcznie w publicznym szpitalu.
