Mafia czyli KO
W Szpitalu Południowym w Warszawie zatrudnionych jest 100-150 lekarzy, z czego na trzech kluczowych oddziałach, czyli SOR, OIOM i Chirurgia połowa nich. Ale tylko jeden z nich okazał się uczciwym. Reszta sprzeniewierzyła się lekarskiej przysiędze. Zamiast dobra pacjenta wybrali kasę. Jak trzy hinduskie małpy postawili na strategię: nie widzę, nie słyszę, nie protestuję. Milcząc wydali zgodę na egzekucję tego jedynego uczciwego. Jednocześnie dali dowód i skalę demoralizacji środowiska. Godząc się na zło sami stali się złoczyńcami. Współwinnymi.
Patologia polskiej służby zdrowia ma bowiem co najmniej dwa źródła. I oba mają synergetyczny wpływ na tą patologię. Jedno wspiera drugie. Jedno bez drugiego by nie istniało. W sensie logicznym nie stanowią sumy, ale koniunkcję, czyli gdyby choćby jednego nie było, nie byłoby i patologii. Tymi dwoma źródłami są polityczna korupcja zarządzających szpitalami, czyli polityków a drugim brak zawodowego etosu lekarzy a szerzej ich moralnego kręgosłupa. Gdyby zarząd składał się z ludzi uczciwych, lekarze musieli by też być uczciwi. Gdyby lekarze byli wierni lekarskiej przysiędze, a zdrowie pacjenta było dla nich najwyższym dobrem, to i zarządzający szpitalem musieli by być uczciwi. System jaki dominuje w polskiej służbie zdrowia, wynika zatem z nieuczciwości oby środowisk, lekarskiego i politycznego.
W efekcie synergii nieuczciwości w Szpitalu Południowym w Warszawie metoda zarządzania ta placówką, przypomina stosunki mafijne. Istnieje więc jakiś szpitalny capo, a nad nim capo tutti capi. I zgodnie z logiką mafijnej struktury, istnieje hierarchia władzy. Wraz z nią struktura podległości, kto komu wydaje polecenia i jakie kto ma profity. I jak w mafii musi istnieć omerta, czyli akceptacja zmowy milczenia. Jednocześnie, co wynika z mafijnej logiki, istnieje kara za wyłamanie się z mafijnego układu. Decyzja o karze zapada na szczycie mafijnej struktury. Podobnie jak zgoda na bezkarność.
Adrian Zanberg publicznie wskazał, kto jest capo tutti capi. To Marcin Kierwiński, mający niejako pełnomocnictwo Donalda Tuska, który ma w tej układance rolę chrzestnego ojca. Kogoś, kto się nie miesza w szczegóły mafijnych rozgrywek. Jego rolą jest nadzór ogólny na mafijnym etosem i reprezentowanie mafii na zewnątrz. Tworzy dla naiwnej publiki dobrotliwy obraz mafii.
Prezes szpitala, to ów szpitalny capo. A ten półgłupek, zarządzający SOR’em to naiwny frajer, od brudnej roboty, któremu mafia pozwala robić drobne szemrane interesy, byle był karnym wykonawcom poleceń.
Ale to nie koniec tej analizy. Bo jaką role pełnią w tej mafijnej strukturze pozostali lekarze, którzy w mniejszym lub większym stopniu aktywności funkcjonują w tej mafijnej strukturze. Nie są rzecz jasna członkami mafii, choć być może jakaś ich część tak. W każdym razie wiedzą, że istnieje w szpitalu mafia, która jeżeli zajdzie taka potrzeba, upomni się o swoje, ale puki co powala na drobne szwindelki. Dlatego większość lekarzy tego szpitala nie oponuje i nie protestuje przeciwko mafijnym praktykom. Dzięki czemu mają w tym mafijnym układzie swoją działkę a na niej pozwolenie na robienie lewych interesów. Jak to w mafii. I warunek: „morda w kubeł”.
Wyłamanie się z tego układu, zdrada mafii, skutkuje egzekucją. Najmniej radykalną jest usunięcie z pracy, pod sfabrykowanymi zarzutami. Do tego niejako w pakiecie, dołączona jest groźba, że jak piśnie słówko, to dostanie wilczy bilet, a jak piśnięte słówko, będzie zbyt grube, to i prokuratorskie zarzuty i wjazd na chatę o 6 rano ekipy sprzątającej.
I wszystko wskazuje na to, że ten modus operandi się sprawdzał. Do czasu jednak. Niepokorny chirurg alarmował już w czerwcu ubiegłego roku a we wrześniu weszła do szpitala kontrola NIK. I co? I kompletnie nic. Przepraszam, działo się. Wywalono z roboty protestującego ordynatora, który od września 2025 siedział cicho. I jak wspomniałem, nie puszczał pary z gęby. Ktoś go skutecznie przekonał. Jego koledzy ze szpitala, położyli uszy po sobie, bo sumienie u nich było kiepskiej kondycji. Jednym słowem „wszyscy” wiedzieli. Wiedziała nawet prokuratura.
System omerty działał dobrze do czasu. Znalazł się odważny dziennikarz i odważny kanał informacyjny. W mafii wybuchła panika i zaczęło się czyszczenie śladów i odcinanie wykonawców od zleceniodawców. Główny winny znikł, jego bezpośredni nadzorca, dymisjonowany i usunięty z pola widzenia. Następnie kiedy opadła adrenalina i strach przymknął źrenice szefom mafii, dokonano analizy sytuacji i kadrowych zasobów i zgodnie z logiką działania mafii, najpierw próbowano zdyskredytować dziennikarza. Organa kontrolne wystrzeliły kapiszony i ślepaki do mediów. Nikogo nie zatrzymano, nigdzie nie zabezpieczono dokumentacji, do mediów wysłano ściemniaczy i speców o robienie widzom wody mózgu. Bezczelność mafii jest tak duża, że szyje fałszywki grubymi nićmi. Na pierwszy ogień śledczy biorą tego, który zgłosił. Nie głównego podejrzanego, ale jedynego uczciwego. Zaczęło się zamiatanie pod dywan. Na chama, na rympał.
Politycy dzielą się na zbulwersowanych i zdziwionych. Zdziwieni są oczywiście członkowie mafii, który wcześniej nie potrzebowali dowodów, by wsadzić oponentów do więzienia, teraz wspominają o domniemaniu niewinności i dowodach.
Sprawa jest, jak to się mówi, rozwojowa, ale jak się rozwinie zależy od kilku uczciwych, który będą mieli odwagę przeciwstawić się mafii. Może to będzie jakiś lekarz, może buntowany prokurator, a może zwyczajnie publika się nudzi i mafia spokojnie wróci do normalnego działania. Bo to Polacy są moralnie skorumpowani i mafia o tym dobrze wie.
J-007
Matriał dostępny na YOUTUBE
