Mają kłopot z partyjną pedofilią i zoofilią, ale sami atakują… Mejzę

O zgrozo! Partia która ma ostatnio ogromne problemy z pedofilią i zoofilią wśród swoich członków, postanowiła wyjąć na główny dyskurs publiczny Łukasza Mejze i jego rajdy samochodowe polskimi drogami. Okazuje się bowiem, że Mejza został ponownie namierzony bo jechał 150 km na godzinę, jedną z autostrad. Na dzisiejszej konferencji prasowej wojewoda i szef PO (treaz KO) w Lubuskiem, Marek Cebula wraz ze swoimi podwładnymi mówił o tej sprawie, ale nie zająknął się ani słowem na temat pedofili i zoofilii w szeregach jego partii.

Nawiasem mówiąc temat dotyczący rajdów samochodami po polskich drogach nie powinien być chyba tym, który powinni poruszać członkowie Platformy Obywatelskiej. Mają bowiem w swoich szeregach tak wielu ekstrawaganckich uczestników ruchu drogowego, że już wcześniej byli nazywani bandytami drogowymi. Przypomnijmy zatem wyczyny prominentnych członków Platformy Obywatelskiej na drogach.

Oto były przewodniczący Waldemar Sługocki, kilka lat temu z całym impetem zmasakrował auto Bogu ducha winnego zielonogórzanina podczas eskapady w Drzonkowie. Uderzenie było tak silne, że oba auta nadawały się do kasacji. Bogu ducha winny uczestnik wypadku musiał pójść na długotrwałe zwolnienie, a Sługacki przeszedł nawet zabieg operacyjny w szpitalu zielonogórskim, ponieważ jego życie było zagrożone. Biegli jednoznacznie orzekli, że to sługocki ponosi pełną odpowiedzialność za wypadek, a ten po początkowym przyznaniu się do jego spowodowania, później wycofał się ze wszystkiego i przez kilkanaście miesięcy kręcił w tej sprawie próbując ustawiać sprawę.

Kolejnym piratem drogowym który już wcześniej stracił prawo jazdy, ma masę punktów na koncie, a ostatnio spowodował wypadek z którego cudem wyszedł cało, to Marcin Jabłoński. W ubiegłym roku Jabłoński ścigał się na trasie S3 z Kierującym BMW i finalnie rozwalił służbową Skodę Superb wpadając na barierki na trasie S3 na wysokości Sulechowa.
Jabłoński próbował wmawiać opinii publicznej, że winę za całość ponosi kierowca BMW, który już wcześniej zachowywał się agresywnie na trasie, ale żadne dowody tego nie potwierdziły. W pierwszej instancji sąd jednoznacznie stwierdził, że to Jabłoński ponosi winę za skrajnie niebezpieczne zachowanie na drodze i spowodowanie wypadku. Jabłoński dostał karę, Wyrok nie jest prawomocny.

Ale to nie koniec szaleńczej jazdy i tworzenia niebezpieczeństw na drodze. Swoją cegiełkę ma też Donald Tusk. W 2021 roku przewodniczący Platformy Obywatelskiej poruszał się samochodem w terenie zabudowanym z prędkością 107 km na godzinę. Tymczasem przepisy pozwalały na jazdę z prędkością do 50 km/h. Tusk otrzymał wówczas mandat w wysokości 500 zł i stracił prawo jazdy. Do zdarzenia doszło w miejscowości Wiśniewo koło Mławy. Przez trzy miesiące Tusk nie mógł następnie prowadzić pojazdu otrzymał też 10 punktów karnych.

Dlatego dzisiejsza konferencja prasowa notabli Platformy Obywatelskiej jest po prostu kuriozalna i stanowi tylko próbę odwrócenia uwagi od najważniejszych problemów takich jak pedofilia i zoofilia w partii Platforma Obywatelska. W lubuskim Platforma nigdy nie zrobiła swoistego rozeznania, kto z ich członków ma tego typu zapędy. Warto by chyba jednak było to zrobić, aby za kilka miesięcy, czy za kilka lat nie było niespodzianek. Wiadomo bowiem, że osoby, które prezentują tego typu dewiacje często wybierają sobie jako parasol ochronny partie lewicowe, gdzie są pod ochroną z powodu tak zwanej tolerancji na ich dewiacje i niestandardowe zachowania.

A poseł Mejza powinien mieć zabrane prawo jazdy i przestać w końcu zagrażać bezpieczeństwu na drodze. Karygodne zachowania Mejzy powinny zostać jak najszybciej rozliczone, a konsekwencje wobec niego surowo wyciągnięte.