Ciąg dalszy afery finansowej w Lubuskim Teatrze. Będą oskarżenia. W tle ogromne kwoty
Już dziś wiemy, że Rzecznik Dyscypliny Finansów Publicznych postawiła zarzuty w sprawie nieprawidłowości finansowych w Lubuskim Teatrze. To pokłosie audytu, który został wykonany przez niezależnego biegłego. Sprawa dotyczy umów, pieniędzy publicznych i sposobu zarządzania instytucją kultury. Sprawę zbadał red. Maciej Piotrowski i opublikował szczegóły.
Skala nieprawidłowości jest już nie do ukrycia, a poziom malwersacji finansowych który wykrył rzecznik dyscypliny finansów publicznych poraża. Wiadomo już, że zarzuty otrzymały dwie osoby. Jedną z nich jest obecny dyrektor Lubuskiego Teatru, drugą kobieta, która też pracowała w teatrze.
Zdaniem rzecznika dyscypliny finansów publicznych skala nadużyć finansowych jest tak wielka, że sprawą powinna zajać się prokuratura.
Dziś wiele aspektów tej afery nie doczekało się jeszcze ujawnienia. Okazuje się, że rzecznik badała jedynie wycinek audytu, a nie jego całość. Dlatego nie sposób dziś określić skalę nieprawidłowości, a także potencjalnych przestępstw, których mogły dopuścić się osoby wymienione w audycie.
Jakie wnioski płyną z materiału dowodowego? Przede wszystkim wiadomo, że czas działa na korzyść osób, które podejmowały się działań skutkujących uszczupleniem budżetu teatru. Cześć zarzutów już się przedawniła i nie będą brane pod uwagę.
Cały czas w zawieszeniu pozostaje jednak sprawa odpowiedzialności politycznej za aferę i nienależyte wydawanie pieniędzy publicznych.
Do zarzutów powinien zdecydowanie odnieść się Łukasz Porycki, obecny wicemarszałek, który w latach objętych audytem był osobą nadzorującą Lubuski Teatr ze strony Urzędu Marszałkowskiego.
Co ciekawe, dyrektor, któremu zarzuca się defraudowanie srodków publicznych do dziś nie został nawet zawieszony w czynnościach, a jedyną osobą, która ponosi odpowiedzialność jest szef związków zawodowych w teatrze, który upublicznił audyt. Wygląda więc na to, że jedyna osoba, która złamała zmowę milczenia i powiedziała prawdę na teraz kłopoty. A takie standardy powinny eliminować z życia publicznego osoby, które je wprowadzają.

