Trzej królowie na sznurku ciecia

Zielonogórski Orszak Trzech Króli od zawsze związany był z Eleonorą Szymkowiak. To jej idea i jej realizacja od pierwszej do 12 edycji. Początkowo mało liczny z czasem stał się imprezą popularną i wyczekiwaną. Idea Orszaku nawiązywała w swojej tradycji do księdza Michalskiego, powojennego organizatora życia religijnego w zielonogórskiej sferze publicznej. To rzecz jasna nawiązanie do odległych czasów, ale współcześnie władza ze skłonnością do lubienia czerwieni i pierwszomajowych demonstracji służalczości, przyglądała się Orszakowi z niechęcią.

Tępiła, jak to w Zielonej Górze, każdy przejaw niekoncesjonowanej aktywności społecznej. Szczególnie związanej z życiem religijnym. Co zrobić, taka czerwona tradycja. Prezydent Janusz Kubicki mimo, że wywodzący się z środowiska lewicowego, z czasem wobec dynamiki i uporu Eleonory Szymkowiak, zaczął patrzeć przychylnie na tę społeczną inicjatywę.

Od czasu objęcia władzy przez pookrągłostołową wersję postkomuny, czyli KO zaczął się etap ingerowania w organizację Orszaku. Zgodnie z mentalnością tej władzy, wszystko co dzieje się w mieście, musi mieć stempel cenzorski „ratusza”, swoiste platformiane imprimatur. W zeszłym roku władza łaskawie „pozwoliła” zorganizować Orszak, eliminując szantażem z grona organizatorów, osoby które uznała za niewłaściwe. W tym roku dokonała zamachu na inicjatywę i całkowicie organizację Orszaku, traktując Eleonorę Szymkowiak jak podległego sobie pracownika.

Ta totalitarna w gruncie rzeczy metoda, przejmowania społecznych inicjatyw jako własnych, jest zwyczajnym złodziejstwem. Ta knajacka mentalność, nie spadła z nieba, to echo polityki rządu, który sobie przypisuje zasługi działań zaczętych przez poprzedników. Przejaw nie tylko strachu przed nadmiarem spontanicznej niekontrolowanej społecznej aktywności, kompleksu niezdolności posiadania własnych pomysłów i złodziejskiej mentalności, ale to pogarda dla społeczeństwa. W mentalności obecnej miejskiej władzy, podobnie jak w mentalności Donalda Tuska, społeczeństwo nie jest od pomysłów, ono jest od realizowania tego co władza wymyśli. Dlatego ta władza, ta krajowa, ta wojewódzka i ta miejska zniszczy każdy przejaw niezależności. Bo w przestrzeni publicznej mogą istnieć jedynie ci, którzy robią to, co władza chce.

Lokalny przypadek Orszaku wpisuje się zatem w styl rządzenia Polską przez Donalda Tuska. To styl niszczenia inicjatyw lub ich przejmowania, aby uczynić z nich partyjny lewar popularności lub kolejną synekurę, dla poszerzenia dostępu do koryta z publiczną kasą.

I rodzi się pytanie, czy reżim 13 grudnia można uznać za dyktaturę lub inną formę totalitaryzmu, zbliżonego do tego byłego w Wenezueli czy na Białorusi. Moim zdaniem, mimo wielu podobieństw, nie. Jednak bynajmniej nie z powodów systemowych, ale personalnych. Donald Tusk nie ma bowiem cech dyktatora. Chciałby, ale brak mu owych metaforycznych cochones. To zapatrzony w siebie narcyz, przepełniony kompleksami, lekceważony w świecie pan Nikt. Wysługujący się tępawymi, ale wiernymi pachołkami. Zaś Marcin Pabierowski z mentalnością ciecia przypomina kargulowego farbowanego dzika na sznurku.

J-007