Zielona Góra się zwija. Budżet bez wizji. Na inwestycje wydamy poniżej 20 procent!

Ledwie 17% na inwestycje, żadnych działań strukturalnych i całkowity brak wizji rozwoju miasta. Tak wygląda budżet na 2026 rok miasta Zielona Góra, przygotowany przez członków Platformy Obywatelskiej. – To, co oni wyczyniają skończy się katastrofą dla naszego samorządu – oceniają niezależni obserwatorzy.

Końcówka roku to jak zwykle uchwalanie budżetu samorządu na kolejny rok. W Zielonej Górze rządząca ekipa Platformy Obywatelskiej, nazywana przez samą siebie fachowcami, przygotowała budżet, który zamiast rozwijać miasto, jest budżetem stagnacji, braku wizji i całkowitego upadku możliwości rozwoju miasta.

Skąd taka surowa ocena? Na przyszłoroczne inwestycje zaplanowano zaledwie 17% wydatków budżetowych. Tymczasem, aby budżet nazwać proinwestycyjnym musi on sięgać w wydatkach inwestycyjnych minimum 20% wydawanych środków. Tak kształtują się od wielu lat teorie mówiące o prorozwojowym podejściu do wydatków w samorządach.

Dlaczego Zielona Góra wypada tak fatalnie w przygotowanych koncepcjach inwestycyjnych?

– To wynika zapewne z szerszej filozofii, czyli koncepcji rozumienia funkcjonowania samorządu – mówią nam osoby związane od lat z polityką samorządową.

Zazwyczaj jest tak, że gdziekolwiek pojawiają się osoby związane z Platformą Obywatelską (obecnie KO), to oprócz haseł, które sami głoszą na swój temat typu: „że są świetnymi fachowcami od zarządzania”, tak naprawdę zwijają nasze wspólne dobro.

To jest doskonale widoczne w skali kraju, gdzie zatrzymano wielkie inwestycje infrastrukturalne i jest to widoczne oczywiście w Zielonej Górze, gdzie nie wypracowano żadnej koncepcji skokowego rozwoju miasta. Brakuje pieniędzy i jest to już dziś bardzo widoczne – mówi Grzegorz Maćkowiak, przewodniczący klubu radnych PiS w radzie miasta. 

To, co proponuje się mieszkańcom na przyszły rok, to przede wszystkim dokończenie inwestycji poprzednika i zabranie środków z ZIT-u i przeznaczenie ich na remont amfiteatru.

Remont oczywiście jest konieczny, ale pieniądze należało znaleźć zupełnie gdzie indziej, a nie korzystać z tego co zostało już wcześniej zaplanowane dla samorządów, które tworzą Zielonogórski Obszar Funkcjonalny.

Przy okazji zaprezentowania tego budżetu wyszło na jaw, że organizacje pozarządowe, które realizowały zadania dla wielu mieszkańców, zostały całkowicie wycięte z dotacji miejskich. Radny Marek Budniak podkreślał podczas sesji, że jest to typowa dyskryminacja i dyskredytowanie tych organizacji. W budżecie miasta nie znalazło się choćby drobne 10 000 zł na tablicę upamiętniającą ofiary reżimu komunistycznego w Polsce, która miała pojawić się przy zielonogórskim areszcie śledczym.

Tego typu sytuacji jest niestety więcej. Prezydent Marcin Pabierowski jest uznawany za persone bardzo słabą politycznie, a nadzorcą jego działań jest oczywiście poseł Waldemar Sługocki, który ostatnio pozwolił sobie na dygresję stwierdzając, że „nastąpi nowe umeblowanie gabinetu prezydenta” co miało się wiązać z odwołaniem jednego z zastępców i powołaniem w to miejsce kogoś innego.

Najdziwniejsze jest jednak to, że to nie Sługocki ponosi odpowiedzialność końcową za to, co dzieje się w mieście, a całość odpowiedzialności spada na Pabierowskiego, który okazuje się zwykłą marionetką w rękach platformerskiego satrapy.
Blisko 20 lat temu, gdy prezydentem zostawał Janusz Kubicki, wówczas również władze z Sojuszu Lewicy Demokratycznej województwa lubuskiego próbowały narzucić mu pewne działania. Kubicki jednak zbuntował się, a po pewnym czasie wyszedł z partii i zaczął realizować swoją politykę. Doprowadziło to do całkowitego rozbicia partii lewicowej w radzie miasta.

Teraz sytuacja wydaje się analogiczna z jednym zastrzeżeniem. Pabierowski nie ma żadnej siły i chęci przeciwstawiania się ludziom, którzy pociągają za sznurki z tylnego siedzenia, a on staje się tylko marionetką wykonującą bezwiednie ich rozkazy. Nie ma więc co liczyć na to, że w jakikolwiek sposób uniezależni się od swoich mocodawców.