Lubuski odprysk afery KPO, czyli jak rozdawano pieniądze zwolennikom Platformy…
Miliardy KPO służyły najpierw korumpowaniu obietnicami, potem szantażowaniu ich wstrzymaniem, a ostatecznie zostały przepalone przez polityków Platformy Obywatelskiej w gąszczu bezsensownych wydatków, skrywającym polityczne machloje. Tak wygląda największa afera finansowa, której odprysk mamy również w Zielonej Górze.
Okazuje się, że w Zielonej Górze też korzystano ze srodków KPO. Jak to zrobiono, można ocenić samemu. Nie wiadomo czy w jakikolwiek sposób dokonane inwestycje i zakupy wpłynęły na poprawienie konkurencyjności firm, czy może sprawiły, że ich właściciele po prostu wzbogacili się o kilkaset tysięcy złotych.
Interaktywna mapa KPO, czyli jak skorojono ponad miliard złotych
Internauci i restauratorzy wprost nazywają to co się wydarzyło patologią. Wielu z nich nie wiedziało o projekcie w którym można było wziąć udział. Wydaje się, że projekt ukrywano przed przedsiębiorcami, a informacja została skierowana do zaufanych osób, które są gorącymi zwolennikami Platformy Obywatelskiej.
– To od początku był toksyczny pieniądz. KPO to patologia, kopiowali wnioski i puszczali na swoje różne spółki. Tego chyba nikt po prostu nie wyłapał i mamy mega aferę. To, co zrobiono to moim zdaniem socjal dla bogatych kosztem biednych. Pieniądze wzięli bogaci, a ci którzy mieli problemy kilka lat temu, często nie dali rady w ogóle przetrwać i padli. Teraz ktoś kupił jacht, zarabia na nim a ja spłacę pożyczkę za to. I te pożyczki będziemy spłacać do 2058 roku. Czy z zarobku z wynajmu jachtu dostanę jakąś część? W końcu spłacam ten zakup – mówi nam jedna z osób, znająca zielonogórski rynek.
Rozmówcy pokreślają, że pieniądze dostało bardzo wielu przedsiębiorców jasno zdeklarowanych jako wyborcy i zwolennicy Platformy Obywatelskiej. I właśnie ta ekipa dostała potężne pieniądze. Przypadek?
Ciekawostkę budzi fakt, że niektóre projekty nie powinny zostać w ogóle zrealizowane, bo miejsca na które wnioskowano o pieniądze już nie istnieją. Tak jest choćby z pubem Warecka przy Niepodległości, gdzie przez lata panował spory ruch, ale dziś miejsce jest zamknięte.
Czy pieniędze, które otrzymał właściciel lokalu pomogły mu w rozwinięciu biznesu? Chyba raczej nie, skoro knajpa nie istnieje. Pytanie więc dlaczego pieniądze został w ogóle zakwalifikowane na tę firmę. I czy ich wypłacenie wpłynęło na poprawinie konkurencyjności i rozwój.
Podobnie sprawa wygląda jesli chodzi o restaurację LIMONE. Wnioskodawca dostał prawie 300 tysięcy i jak się okazuje nie prowadzi już tam działalności. Jak wskazują internauci miał porzucić ten model biznesowy i wziął się za zakup, a następnie wynajem apartementów.
Ale największą wątpliwość wzbudziło wyciągnięcie ponad 1 miliona 700 tysięcy złotych przez spółki powiązane poprzez jednego przedsiębiorcę i jego rodzinę. Chodzi o firmy z branży gastronomicznej, ale nie tylko. Na każdą spółkę właściciel wnioskował o wsparcie i dostał w sumie potężne kwoty.
Jak się okazuje, niektórzy postanowili kupić za publiczne środki towary bardzo luksusowe.
Gdyby ktoś szukał Q8 na rozwój firmy… Jest i Q8









