Jest 1:0 w starciu byłego prezesa ZGK z obecnymi władzami. Chcieli od niego 150 tysięcy złotych, ale sąd ich zmiażdżył!
Krzysztof Sikora, były prezes Zakładu Gospodarki Komunalnej wygrał sprawę sądową z obecnymi władzami spółki namaszczonymi przez Platformę Obywatelską. Wcześniej radni PO szkalowali Sikorę na forum publicznym zarzucając pobieranie za wysokiej pensji w spółce. Poodbno zarabiał więcej niż powinien. Poszło o 150 tysięcy złotych.
Miało być szybko, przebiojowo i z animuszem. Były prezes miał zostać pociągnięty do odpowiedzialności za rzekomo za wysokie zarobki, która ogranicza ustawa kominowa. To miał być pewniak, a finał sprawy miał podgrzać emocje i sprawić że platformerska władza w mieście i żyjący na jej garnuszku zwolennicy doznaliby ekstazy. Tyle, że jak się okazało chyba nikt nie przeczytał ani ustawy, ani nie pochylił się nad stosownymi przepisami. Zamiast tego władze miasta słuchały i ślepo wierzyły prawnikom. Mimo że mierni, to najważniejsze jednak było, że ci prawnicy byli z Platformy Obywatelskiej. To miała być gwarancja sukcesu. Ale zamiast tego, skończyło się na blmażu.
Właśnie przed trzema dniami sąd w Poznaniu, gdzie trafiła sprawa orzekł, że Krzysztof Sikora nie musi oddawać ani złotówki. Obecne władze spółki namaszczone przez polityków Platformy i sprowokowane przez swoich mocodwaców nie dość , że przegrały sprawę, to jeszcze muszą zapłacić koszty sądowe.
Sikora triumfuje. Był jedynym prezesem miejskich spółek, który nie ugiął się przed platformerskim antydemokratycznym walcem, którym rozjechano miasto. Gdy inni szli na ugodę, Sikora stanął okoniem i dał się pozwać. Opłacało się. Nie dość, że wygrał i nie będzie musiał niczego zwracać, to jeszcze zrobił z platformerskich prawników zgraję niedouczonych nieudaczników.
Co prawda wyrok jest nieprawomocny i można się od niego odwołać, ale słowa, które padły podczas procesu nie dają większych szans ma zmianę wyroku. Gdyby tak się jakimś cudem stało byłaby to potwarz dla sądu i dla prawa.
