Miasto sowicie opłaca propagandystów z byłej Gazety Wyborczej! Dotarliśmy do umów

Usłużni władzy propagandyści z byłej zielonogórskiej redakcji Gazety Wyborczej mogą liczyć na sowite apanaże w postaci kilkudziesięciu tysięcy złotych na głowę. Płaci oczywiście Urząd Miasta w Zielonej Górze, czyli prezydent Marcin Pabierowski z pieniędzy publicznych, czyli wszystkich podatników.

Szymon Płóciennik, Artur Łukasiewicz (obecnie nauczyciel III LO w Zielonej Górze), Sylwia Sałwacka i Andrzej Tomasik zawarli umowy z urzędem miasta w Zielonej Górze na kwoty kilkudziesięciu tysięcy złotych każda. Stroną zamawiającą rzekome usługi jest prezydent Pabierowski. Tak wynika z rejestru umów, do którego dotarliśmy.
Za co zostanie wypłacone łącznie ponad 100 tysięcy złotych? Tego konkretnie nie wiadomo, bo opis przedmiotowy umów to typowa „ściema dla maluczkich”, którzy mają przymknąć oczy i nie pytać dlaczego, na co i w jak skandaliczny sposób wydawane są publiczne pieniądze.

Pewne jest jednak, że przez lata postkomunistyczna Gazeta Wyborcza była i jest do dziś zbrojnym propagandowym ramieniem Platformy Obywatelskiej, a dziś koalicji Obywatelskiej do której należy Pabierowski.

Najwięcej z całego grona skasuje Łukasiewicz, bo aż 42 000 zł. I to tylko za pół roku pracy!
Co rzekomo wykona w ramach umowy? Jego praca ma polegać na „opracowaniu pisemnego projektu koncepcji merytorycznej i wizualnego cotygodniowego wydania informatora Miejskiego Czas Zielonej Góry.” Łukasiewicz ma również napisać cykl autorskich felietonów do każdego wydania informatora. Umowa zawarta została na pół roku, więc za uprawianie tępej, podwórkowej propagandy, używanej na polityczne cele, miesięcznie Łukasiewicz otrzyma 7000 zł.

Kolejny były dziennikarz Gazety Wyborczej Andrzej Tomasik ma wykonać dzieło polegające na stworzeniu autorskich tekstów publicystycznych dedykowanych społeczności senioralnej. Ma się zająć również artykułami o tematyce gospodarczej i lokalnym rynkiem biznesowym. To bardzo dziwne, bo Tomasik był dziennikarzem sportowym. Zresztą niezłym i na tym się dobrze zna. Koszt zabawy za pieniądze podatników wyniesie w tym przypadku 36 000 zł, czyli 6000 miesięcznie.

Na nieco mniej bo 30 000 zł, czyli 5000 miesięcznie wyceniono dzieło, którego ma podjąć się inna propagandystka Sylwia Sałwacka. Za gruby szmal z kieszeni podatników ma napisać serię autorskich artykułów o tematyce zdrowotnej i społecznej. Nie wiadomo czy znajdą się tam również informacje na temat Dawida Kacprzyka, który miał podobno szukać nowego miejsca pracy na Ziemi Lubuskiej.

Z kolei Szymon Płóciennik otrzyma 33 000 czyli 5 500 zł miesięcznie za opracowanie merytoryczne i redakcyjne gotowych kolumn informatora czas z Zielonej Góry, zawierających treści historyczne. Ma również stworzyć autorskie teksty publicystyczne dotyczące tradycji winiarskich.

Cała czwórka to upadłe „gwiazdy” Gazety Wyborczej w Zielonej Górze. Nadal jednak wiernie służące swoim mocodawcom z Platformy Obywatelskiej, stąd też nie może dziwić sponsorowanie przez Urząd Miasta właśnie tych postaci.

Biorąc pod uwagę ilość tekstów, które mają zostać „wyprodukowane” przez wspomnianych autorów, można z czystym sumieniem stwierdzić, że bedą to najdroższe materiały w Polsce. Takich stawek za artykuły nie płaci nikt, łącznie z największymi redakcjami w kraju.

Przez pół roku zostanie wyprodukowane 26 wydań tygodnika Czas Zielonej Góry. Pisząc jeden artykuł do każdego wydania, łatwo policzyć, że autorzy napiszą po 26 tekstów. Dzieląc to na kwoty, jakie wypłaci im miasto, łatwo można określić ile kosztuje jeden artykuł… to grubo ponad 1000 zł za każdy tekst.

Poniżej umowy zawarte z poszczególnymi osobami.

Szymon Płóciennik

Artur Łukasiewicz

Sylwia Sałwacka

Andrzej Tomasik

A przypomnijmy, że Pabierowski będąc radnym w poprzednich kadencjach krytykował ostro wydawanie przez miasto ówczesnego „Łącznika Zielonogórskiego”. Ataki na pismo i prezydenta Kubickiego były częste i przeprowadzane z całą siłą. Jednak po wyborach, pismo miejskie stało się już dla Pabierowskiego na tyle ważne, że mimo zapowiedzi i zapewnień o jego zamknięciu, postanowił wykorzystywać je do swojej propagandy przy pomocy byłych pracowników Gazety Wyborczej.