Przerzut ludzi, tajne przelewy, a w roli finansowego „słupa” radna Joanna Liddane. Co na to ABW?

Tajne przelewy dla migrantów, dziwni ludzie bez historii oraz dokumentów i przerzuty osób przez granicę. A w głównej roli radna miejska Zielonej Góry Joanna Liddane (oczywiście z Koalicji Obywatelskiej). O tym napisał dziś Tygodnik Solidarność (tysol.pl). Okazuje się, że Liddane, odebrała 21 maja 2024 roku przelew w punkcie Western Union na kwotę 1996,32 zł od Mustafy Ezzakiego z hiszpańskiej Girony. Dokument potwierdzający odbiór pieniędzy przez radną należał do migranta deklarującego się imieniem “Jammal”, przerzuconego przez Niemcy do Polski w maju 2024 roku.

Liddane jest członkiem partii Zielonych, czyli faktycznie niemieckiej przybudówki, realizującej niemieckie interesy w Polsce. Nie ukrywała tego od początku swojej przynależności do tej formacji. Dzięki temu była na listach Koalicji Obywatelskiej. Ta formacja zagospodarowała wiele dziwnych osób, w tym wiele lewicowych „odpadów”. I teraz ponosi z tego tytułu konsekwencje.

Tysol.pl zapytał Liddane o przelewy. Ta tłumaczyła, że od sześciu lat działa jako wolontariuszka i pośredniczy w transferach Western Union od rodzin migrantów przebywających za granicą. Osoby po detencji (w przypadku migrantów – umieszczenie cudzoziemca w strzeżonym ośrodku lub areszcie dla cudzoziemców, np. przed wydaleniem z kraju lub podczas procedury azylowej) lub deportowane z Niemiec, często nie mają dokumentów, kont bankowych ani możliwości samodzielnego odbioru pieniędzy.

Liddane zapytana wprost o legalność takiego modelu, odpiera zarzuty, oskarżając dziennikarzy o „robienie sensacji” i stwierdzając, że prawdziwy problem to przemytnicy zarabiający miliony na przemycie ludzi.

Przelew Western Union[dokument potwierdzający transfer pieniężny]

Tajemniczy imigrant

Według ustaleń z czerwca 2024 roku, niemiecka policja zatrzymuje osoby bez dokumentów, na podstawie ich własnych deklaracji o wjeździe przez Polskę lub inne państwa UE, i przekazuje je na teren Polski. Migranci bywają porzucani w przygranicznych lasach, bez bagażu, bez pieniędzy, z ulotkami informującymi o jadłodajniach.

Imigrant „Jammal” otrzymał zakaz wjazdu do Niemiec i został przerzucony do Polski w połowie maja 2024 roku. Polska strona Straż Graniczna i władze lokalne przyjęły niemieckie deklaracje bez głębszej weryfikacji i „Jammal” znalazł się na terenie miasta Zielonej Góry. Gdzie jest teraz i czym się zajmuje? Nie wiadomo. Tak samo nie wiadomo czy nie zagraża nikomu na terenie RP.

Co zatem z bezpieczeństwem? Sprawa budzi pytania prawne oraz zakresu bezpieczeństwa państwa polskiego. Systematyczne pośrednictwo w międzynarodowych transferach gotówkowych może omijać standardowe mechanizmy przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu.

Western Union wymaga weryfikacji tożsamości odbiorcy, ale łańcuch pośredników jak ewentualna rodzina za granicą utrudnia pełną kontrolę przepływu pieniędzy. W kontekście masowych deportacji z Niemiec, gdzie wiele osób nie ma dokumentów lub podaje niepełne dane, ryzyko jest realne i bardzo wysokie, a za takim procederem może się kryć celowe działanie mające na celu osłabianie państwa polskiego.

Dziwi natomiast fakt, że zamiast domagać się od polskiego rządu twardej polityki deportacyjnej i wzmocnienia infrastruktury w Lubuskiem, lokalna polityk partii rządzącej angażuje się w nieformalne kanały pomocy.

Niemcy w ten sposób „poprawiają” swoje statystyki migracyjne kosztem wschodniego sąsiada – Polska staje się de facto „wysypiskiem” dla skutków nietrafionej polityki migracyjnej Berlina.

Dr Kida: to podejrzana sprawa

Sprawę skomentował dla tysol.pl dr Oskar Kida, prawnik konstytucjonalista,

„Cała sprawa wygląda na bardzo podejrzaną. Z tekstu wynika, że ta pani przyjmuje różne kwoty pieniędzy i oświadcza, że następnie przekazuje je osobom, które nie mają żadnych dokumentów, a więc prawdopodobnie nie zawarły z nią żadnej umowy (innej niż w najlepszym wypadku ustna) i których tożsamość jest nie do ustalenia. Musimy zatem przyjąć na wiarę, że ta Pani rzeczywiście przekazała im te pieniądze i nie potrąciła od tego prowizji.”

Zdaniem Kidy stawia to całą procedurę pod znakiem zapytania z perspektywy zgodności z przepisami o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy. Powstaje też wątpliwość o obowiązek podatkowy – gdyby tych wpłat było więcej to wówczas należałoby od takiej „darowizny” uiścić podatek. No i wreszcie czemu takie „pośrednictwo” świadczy osoba fizyczna a nie np. fundacja? Ten proceder wymaga gruntownego wyjaśnienia przez odpowiednie organy.

Czy służby specjalne kontrolują ten proceder? Tego nie wiadomo. Jednak kilka dni temu w Zieonej Górze doszło do awantury o budowanie ośrodka Straży Granicznej, Mieszkańcy obecni na spotkaniu konsultacyjnym wyrazili zdecydowany sprzeciw, gdy dowiedzieli się, że na terenie ośrodka będą przebywali migranci.

Dziś wiadomo, że tych ludzi nikt nie weryfikuje, nikt nie wie kim tak naprawdę są, a dziś wiadomo o tajemniczych przelewach dokonywanych poprzez słupa, czyli radną KO, koleżankę polityków, którzy przekonywali, że ośrodek dla migreantów będzie w pełni bezpieczny.

Jak widać, nie będzie i nie ma co się łudzić, że Straż Graniczna w jakikolwiek sposób ograniczy praktyki przerzutu ludzi przez granicę. Tak naprawdę, jeśli mieszkańcy odpuszczą, będzie tylko gorzej.

Zastanawia też postawa służb specjalnych. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ma środki i siły, aby zbadać legalność całego procederu, który już na pierwszy rzut oka wygląda bardzo nieładnie.

Czy można więc liczyć na działania służb?