Cenzor Urbaniak, czyli jak zakmnąć usta radnemu Maćkowiakowi

Kolejny raz na sesji rady miasta Zielona Góra doszło do skandalu związanego z łamaniem wolności słowa. I kolejny raz w roli głównej wystąpił Adam Urbaniak z Platformy Obywatelskiej. Tym razem przewodniczący nakazał wyłączenie mikrofonu Grzegorzowi Maćkowiakowi. Tylko dlatego, że ten wspomniał o samorządzie miasta Krakowa. Urbaniak przestraszył się po prostu tego, że mieszkańcy dowiedzą się, iż społeczeństwo Krakowa odwołało prezydenta Miszalskiego, partyjnego kumpla Urbaniaka.

Są sprawy, o których mówić nie wolno. O tym Maćkowiak powinien wiedzieć. A jak nie wie, to ta władza mu pokaże, co i jak ma mówić, a gdzie zamknąć gębę. Tak to się właśnie odbywa w Zielonej Górze. Maćkowiak próbówał zagadnąć o to, co wydarzyło się w Krakowie i tak naprawdę ostrzec, że Zieloną Górę może czekać to samo…

Ale nie było mu dane dokończyć wypowiedzi. Ta władza nie znosi bowiem niesubordynacji i wolności słowa. Te wartości rozumie tak jak chce i żadne wywody tego nie zmienią. W Zielonej Górze patent na rozumienie wolności i demokracji ma jedna partia. Ta, która rządzi i dzieli. Niepodzielnie. W urzędzie i ratuszu. Na deptaku i w szaletach miejskich… Wszędzie.

A, że czyni to z gracją przypominającą wrażliwość walca drogowego, to już inna sprawa… Ważne, że władza ma patent na wiedzę. I odcina od mikrofonu wszystkich, którzy się z nią nie zgadzają. Dokładnie tak, jak w Polsce Kiszczaka i Jaruzelskiego. Oni robili dokładnie to samo. I równie ładnie tłumaczyli, dlaczego to robią… Jakieś analogie?

Dziś wielu mieszkańców nie gryzie się już w język. Wskazują, że patologia, którą obserwują w Zielonej Górze zaczyna przeradzać się w dyktaturę. Pomiatanie mieszkańcami, blokowanie kont na portalach społecznościowych i trywialne odzywki to dziś norma, którą mieszkańcy doskonale widzą.

Cała ta ich gadka o demokracji i zasadach wolności słowa to ściema dla idiotów – oceniają. – W kółko gadają o demokracji, a ich działania przypominają wprost dyktaturę stalinowską w najbardziej mroczym wydaniu. Ludzie naprawdę mają już tego dość. 

To nie pierwszy raz, gdy na sesji rady miasta Urbaniak odbiera komuś głos, bądź w trywialny sposób próbuje ingerować w wypowiedzi.

Kilka miesięcy temu głośno było, gdy przewodniczący Urbaniak nie trzymał ciśnienia i wyjechał przy włączonym mikrofonie z siarczystą „kurwą”. Wówczas też odniósł się do radnego Maćkowiaka, który nie dał sobie zamknąć ust przez dyktatorskie zapędy.