Kompromitacja miasta. Spółki przegrywają procesy z byłymi członkami zarządów i rad nadzorczych

Miało być jak zwykle pięknie i kolorowo. Tak platformersko z nutą ekspresji i uśmiechniętego politycznego fanatyzmu. Miasto Zielona Góra i spółki zależne od urzędu miasta miały odzyskać pieniądze, zdaniem miasta, nienależnie pobrane przez prezesów oraz członków zarządów spółek miejskich jak również przez członków rad nadzorczych tych spółek. Całą akcją rozpoczęto w czerwcu 2024 roku. O tym, że pieniądze są do odzyskania stwierdzali politycy Platformy Obywatelskiej z prawnikiem Robertem Kornalewiczem na czele, na początku kadencji i obecnego samorządu. Oto ile zostało z tych buńczucznych zapowiedzi i opinii…

Wystarczyła opinia kumpla z partii?

To na skutek opinii mecenasa Kornalewicza, miasto zdecydowało się zobligować nowych szefów spółek miejskich do odzyskania pieniędzy od byłych członków organów spółek. Zdanie Kornalewicza pobierali oni bowiem przez szereg lat zbyt duże uposażenia. Miały to potwierdzać przepisy prawne cytowane przez Kornalewicza. Jednak nikt wówczas nie zastanowił się, czy opinia prawnika z prowincjonalnego miasta ma jakiekolwiek znaczenie, a jego występy nie mają przypadkiem charakteru nachalnej, prymitywnej autopromocji.

Zatrudniono więc prawników którzy mieli zająć się sprawą. Wystosowano pisma do byłych członków zarządów oraz członków rad nadzorczych, aby zwrócili pieniądze nienależnie, zdaniem radnego Kornalewicza, pobrane ze swoją pracę. Kilka osób nie chcąc użerać się z machiną platformerską, zdecydowało się zwrócić wskazane kwoty (był to niewielkie pieniądze), ale zdecydowana większość nie zgodziła się na ten szwindel. Dlatego spółki miejskie kontrolowane przez urząd miasta, czyli polityków PO, wniosło do sądu pozwy o zwrot niezależnie ich zdaniem pobranych kwot.

Triumf nad platformerską dyktaturą

Po blisko dwóch latach okazuje się, że wszystkie sprawy które miasto wytoczyło członkom zarządów i rad nadzorczych zostały przegrane już w pierwszej instancji w Zielonej Górze. A ostatnio reprezentanci miejskich spółek polegli również w apelacji. Sądy odrzucały argumentację prawników miejskich spółek przyznając rację byłem członkom zarządów i rad nadzorczych spółek miejskich. Dla wielu osób to triumf sprawiedliwości i normalności nad platformerską dyktaturą.

To jest katastrofa wizerunkowa i finansowa dla miasta Zielona Góra – mówią nam osoby zainteresowane sprawą. – Takich sądowych potyczek było już chyba ze 20. Miasto wszystkie przegrało z kretesem. Chciano nas zmusić do zwrotu pieniędzy, które otrzymywaliśmy w pełni legalnie.

W otoczeniu polityków Platformy pojawiają się już opinie o niepotrzebnym słuchaniu osób, które były już przekonane że ich wiedza prawnicza jest tak doskonała, że odzyskanie pieniędzy będzie tylko formalnością.

Zaplanowany szwindel?

Teraz wiele osób zastanawia się czy cała akcja nie była przypadkiem „ugrania” kasy na samych procesach. Przecież za każdą reprezentację spółki muszą płacić wynajętemu prawnikowi. I to niemałe kwoty.

A przypomnijmy, że w tej sprawie bardzo chętnie i obficie wypowiadał się wcześniej w mediach wspomniany już radny miejski i prawnik Robert Kornalewicz, który opowiadał na prawo i lewo, ży prezesi spółek zarabiali za dużo przez całe lata. Dlatego kwoty zwrotu będą ogromne. Sam Kornalewicz nie mógł zająć się tego typu sprawami, bo rodziłoby to wprost konflikt interesów i mogło stworzyć faktyczne problemy natury prawnej.

Ale opinie na których oparto całe przedsięwzięcie były wypowiadane już w czerwcu 2024 roku. Po blisko dwóch latach Kornalewicz zniknął z debaty publicznej w tej sprawie, a miasto okrywa się dziś wstydem.

Słuchając nieodpowiedzialnej osoby poszło bowiem na wojnę z góry przegraną. Oprócz wyrażonej słownie opinii podrzędnego prawnika nie miało bowiem żadnych argumentów w sądzie. A skutkiem tych nieodpowiedzialnych działań są teraz wysokie koszty procesów ponoszone przez miasto Zielona Góra oraz opłaconych przez spółki miejskie prawników. Wszystko oczywiście zostanie pokryte z pieniędzy podatników czyli zielonogórzem sponsorujących nieudane akcje polityków Platformy Obywatelskiej. Czy rzeczywiście nikt nie zdawał sobie sprawy, że te procesy są skazane z góry na porażkę?

Oczywiście nie sposób tego udowodnić, ale jeśli tak było oznacza to, że ktoś po prostu wymyślił proceder wyciągania pieniądzy z samorządu i podległych mu spółek. Jeśli jednak było zupełnie inaczej i ktoś się po prostu mylił, oceniając sprawę z najlepszej swojej wiedzy, oznacza to, że jest marnym, podrzędnym wyrobnikiem bez wiedzy, umiejętności i fachowości.

Nie wiadomo co gorsze…