Potężna niegospodarność. Miasto płaci 50 tysięcy miesięcznie za ogrzewanie komunistycznego molocha!
„Sprawdźcie co dzieje się w budynku Centrum Biznesu po przejęciu go przez miasto od prywatnego biznesmena” – zaalarmował nas czytelnik. Sprawdziliśmy, oprócz tego, że miasto nie ruszyło palcem, aby zagospodarować całość na swoje potrzeby, to jeszcze przez kilka miesięcy ponosi horrendalny koszt ogrzewania w kwocie 50 000 miesięcznie!
Wygląda na to, że nikt w mieście nie przejmuje się publicznym groszem. Miasto po przejęciu nieruchomości od prywatnego właściciela miało doprowadzić do przeniesienia wielu swoich wydziałów i jednostek właśnie do byłego komunistycznego molocha czyli byłego komitetu wojewódzkiego PZPR, który obecnie nazywany jest centrum biznesu. Znajduje się w nim co prawda kilka drobniejszych jednostek urzędu miasta, ale nie zajmują nawet 20% powierzchni całości postsowieckiego molocha.
Tymczasem już kilka miesięcy temu Marcin Pabierowski zapewniał, że po przejęciu obiektu miasto doprowadzi do wprowadzenia w to miejsce wielu jednostek i wydziałów tak aby mieszkańcom łatwiej było załatwiać sprawy.
Jednak jak to zwykle bywa w przypadku polityków Platformy Obywatelskiej skończyło się na gadaniu i generowaniu potężnych kosztów przez urzędniczą machinę. Jak się bowiem dowiedzieliśmy miesięczna opłata za samo ogrzewanie byłego komitetu wojewódzkiego PZPR wynosi 50 000 zł. I taką kwotę uiszczano przez kilka miesięcy.
To jednak nie koniec patologii, która ma miejsce w związku z przejęciem budynku przez miasto. Wokół obiektu wszelkie parkingi podlegają opłacie i mieszkańcy Zielonej Góry muszą ponosić spore koszty, aby zaparkować dziś wokół budynku Centrum Biznesu.
Nie dotyczy to jednak urzędników miejskich, którzy są dogadani z pracownikami strefy płatnego parkowania i nie muszą ponosić takich kosztów. Wystarczy, że za szybę swoich aut wstawią grafikę z herbem Zielonej Góry, i to wystarczy, aby sprawdzający odstąpili od jakiegokolwiek weryfikowania, czy opłata została wniesiona.
– Dla mnie to jest skandal – mówi nam jeden z mieszkańców, który o sprawie informował już jakiś czas temu. – Jak to jest, że w mieście są równi i równiejsi. Mieszkańcy muszą płacić za parking, a urzędnicy wystarczy, że wstawią sobie za szybę grafikę z herbem miasta i już są zwolnieni z opłaty. To jest jakiś skandal, a za to wszystko odpowiada prezydent Zielonej Góry – mówi wzburzony mieszkaniec.
Zapytaliśmy też innych mieszkańców czy takie dzielenie na płacących i niepłacących jest w porządku. Znakomita większość opinii była druzgocząca dla urzędników, a część z nich w ogóle nie nadaje się do publikacji.




