Dramatyczna sytuacja w zielonogórskim szpitalu. Przekładane zabiegi, brak pieniędzy i rosnące długi

Dramatyczna sytuacja jest w zielonogórskim szpitalu uniwersyteckim. Lecznica, która dotąd mimo fatalnego zarządzania jakoś sobie radziła, teraz zaczyna generować potężne długi. Przekładane zabiegi, a brak pieniędzy jest coraz bardziej wodoczny. Cierpią na tym oczywiście pacjenci. Wystarczyły dwa lata nieudolnych rządów…

Skontaktowali się z nami pracownicy szpitala z tak zwanego „białego personelu”. Wiele osób ma już dość niepewnej sytuacji i braku jakichkolwiek pozytywnych sytuacji. Zgodnie podkreślają, że tak źle jeszcze nie było. Ostatnie dwa lata to pasmo pogarszającej się sytuacji, braku pieniędzy i zmniejszania liczby zabiegów.

Jeszcze przed świętami zgłosił się do nas pacjent, który opisał sytuację, którą zastał na onkologii.

Kilka dni temu ukazał się artykuł w Gazecie Wyborczej dotyczący sytuacji Szpitala w Zielonej Górze. Jestem dziś na oddziale onkologii, korytarze są puste, prawie nie ma pacjentów, ale szefowa pielęgniarek wykrzykuje, przy otwartych drzwiach, tak żeby wszyscy słyszeli, że na następny tydzień w poniedziałek mają 60 pacjentów i fizycznie nie dadzą rady na oddziale. Czysta żenada. Pielęgniarki kręcą się po korytarzach z kawą i herbatką aminy mają, jakby pracowały i pomagały chorym za karę. Ale skarżą się pierwsze, że takie zapracowane….

Wiele pielęgniarek żali się, że trwają tak zwane „podchody” pod zmianę warunków płacy. Chodzi o to, aby osoby pracujące na etatach wygonić na umowy B2B. A to oznacza, że będą musiały założyć działalnosć gospodarczą, zostaną pozbawione ustawowych urlopów i wszelkich dodatków wynikających z ukladów zbiorowych wypracowanych przez związki zawodowe, a obejmujących warunki pracy i płacy.

– Te umowy będą dla nas skrajnie niekorzystne – mówi nam jedna z pań pracujących w szpitalu. Dziś nikt nie zgodzi się na coś takiego. Szpital może nam oczywiście wypowiedzieć umowy, tylko kto tu będzie dalej pracował. Strajku na razie nikt nie planuje, ale atmosfera jest napięta. Wszyscy wiedzą, że zadłużenie szpitala rośnie. Za nadwykonania nie zapłacono w całości. Nie wiadomo kiedy pieniądze trafią do lecznicy. Nie wygląda to dobrze. 

Sytuacja, z którą boryka się szefostwo zielonogórskiej lecznicy nie jest niestety niczym nowym, w skali kraju.

Dwa lata nieudolnych decyzji obecnych rządzących doprowadziły do zapaści w służbie zdrowia. Wielu pacjentów na skutek tego nie może czuć się  bezpiecznie. Ich planowe zabiegi są przesuwane o kilka miesięcy, a wykonywane są tylko te, którą ratują życie.

Odpowiedzialny za szpital uniwersytecki jest Urząd Marszałkowski Wojewóztwa Lubuskiego. Obecny marszałek Sebastian Ciemnoczołowki przez kilka lat snuł się po korytarzach szpitala, gdy był tam zatrudniony w niewiadomym charakterze. Raczej jednak ciężko oczekiwać, że teraz zajmie się w fachowy sposób największą lubuską lecznicą. Na to potrzeba bowiem chęci i wiedzy.