Młotek nad Centrum Biznesu
Centrum biznesu idzie pod młotek. I nie ma w tym ani niespodzianki, ani przypadku. Równia pochyła na jakiej znalazł się region i jego stolica musi tak właśnie się objawiać. Nie ma w tym jednak winy władzy. Władza bowiem jest taka jaką sobie w demokracji wybiorą obywatele. Ta jaka rządzi regionem realizuje stary niemiecki plan gospodarczego regresu kompensowanego ekologicznym rozwojem. Zamiana regionu w Park Krajobrazowy ma swoje plusy, ale ma i minusy.
Nie trzeba doktoratu z ekonomii, aby wiedzieć, że w czas koniunktury każdy wolny lokal, na biuro, na sklep, lub na jakakolwiek działalność gospodarczą, to czyste złoto. Kiedy gospodarka ma się dobrze, wolnych lokali brakuje. Kiedy karleje, odwrotnie. Rujnowanie gospodarki, w czym specjalizują się władze tak regionu jak i miasta, nie jest jednak objawem złej woli. To jedynie nieudaczność. Polskie samorządy w przeważającej większości nie rozumieją gospodarki. Dominuje w nich socjalizm, a niekiedy nawet bolszewia jak w Zielonej Górze. Kompetencje schodzą na dalszy plan, liczą się partyjna wierność i odpowiedni kolor podniebienia. Mało kogo obchodzą koszy i zyski. Przecież kanonem samorządności polskiej jest zakaz zarabiania. A jak do tego dodać intelektualną tępotę elektoratu, który do władz wybiera ideologicznie nawiedzonych, to katastrofa finansowa jest pewna. Jedyne co dobrze potrafi robić samorządowa władza to wydawać pieniądze publiczne na wodotryski, jak choćby amfiteatr. Przeważnie bez gospodarczego sensu. Aby się przypodobać tubylcom. Bez liczenia kosztów i zysków. Inwestycje to wyborcza kiełbasa.
Dawna siedziba Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, która w czasach bezczelnego i nieskrępowanego myśleniem gospodarczego romantyzmu nazwała się Centrum Biznesu, dzisiaj osiągnęła stan klęski budżetowej. Nie jest w stanie sama na siebie zarobić. Zostanie za psie pieniądze sprzedana, jakiemuś znajomemu królika, który będzie wiedział jak się robi biznes. Budżet miasta odetchnie. Na jakiś czas, rzecz jasna. Ale nadal będzie stopniowo malał. Nie pomogą dotacje z Unii i KPO. Podatki i opłaty będą rosły. Co bystrzejsi wyjadą. Bo ani elektorat, ani wybrana przez niego władza, nie rozumieją po co są miasta, jaką rolę w rozwoju cywilizacyjnym pełnią, jak działają i dlaczego rosną albo wymierają.
Przypomnę. Zielona Góra swój dawny rozwój w XIX w. zawdzięczała kolei i ambicjom mieszkańców, którzy do miasta sprowadzili ze świata inwestorów. Zawdzięczała też sporo rozwojowi Niemiec i bliskości Berlina. Ale dopiero za komuny rozwój nabrał dynamiki. Koniec komuny, był także końcem rozwoju i końcem rozwojowych ambicji. Unijna kroplówka, reglamentowany kapitalizm, skażony lokalnym kolesiostwem wespół z samorządową korupcją nie był w stanie podtrzymać wektora rozwoju. Miasto stało się prywatnym folwarkiem grupy trzymającej władzę. Grupy nieudacznej, bez pomysłu, bez ambicji. Bardziej dbającej o swoje partykularne biznesy i biznesiki, niż o miasto jako wspólnotę.
J-007
