Żadnych pytań
Według jednej z koncepcji psychologicznych każdy z nas ma wmontowaną w mózg potrzebę poznania i poszerzania swojej wiedzy. Metodą najprostszą, aby tę potrzebę realizować jest zadawanie pytań. Nie każdy w jednakowy sposób jest w tę potrzebę wyposażony. Na szczęście, a może na nieszczęście, bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, edukacja wykształca w większości z nas nawyk słuchania i nie zadawania pytań. A jeśli edukacji się to nie uda, proces oduczania od zadawania pytań realizuje w życiu ludzi dorosłych demokracja. Jest to bowiem system, w którym wybieramy swoich reprezentantów, aby oni w naszym imieniu zadawali pytania. Naszym demokratycznym prawem jest słuchanie tego co mówią nam nasi reprezentanci.
Najlepszym tego dowodem jest Adam Urbaniak, prawnik. Radny wybrany demokratycznie, zatem jeden z twórców miejscowego prawa. Jedno z nich głosi, że należy od niego uzyskać prawo do zadawania pytań Radzie Miasta. Bo prawo, tak jak rozumie radny Urbaniak, nie ma służyć obronie interesów mieszkańców miasta, ale ma chronić przed pytaniami Radę Miasta i interes partii mającej w Radzie większość. Bowiem mózg Adama Urbaniaka za prawo ma to co zostanie przez większość przegłosowane, niezależnie czy służy to mieszkańcom, czy jemu osobiście i jego partii. I chociaż kiedyś uczono Adama Urbaniaka, że prawo jest systemem norm służących dobru wspólnemu, to teraz kiedy Adam Urbaniak rządzi, uważa on, że prawo ma służyć jemu i jego kolegom partyjnym.
Demokracja zatem w rozumieniu Adama Urbaniaka, ma zmusić mieszkańców miasta do niezadawania pytań. W jego rozumieniu prawo zakazujące zadawania pytań na sesjach Rady Miasta mieści się w porządku demokratycznym. Bo przecież takie prawo przegłosowano. Można się od tego prawa odwołać do wojewody, ale wojewoda jest z tej samej partii i stanie po stronie demokracji takiej jak ją rozumie Adam Urbaniak.
Zapewne Adam Urbaniak nie bardzo rozumie, że w podobny sposób powstało prawo nazistowskie i bolszewickie. Także przegłosowane z woli większości. Nie rozumie, bo jak w każdym, kto ma się za lepszego od innych, w każdym, kto ma władzę tak dużą, aby tworzyć prawo dla swojej wygody, gdzieś w głębi podświadomości rośnie taki mały firerek, taki mały stalineczek, taki malutki donaldinio, a na zewnątrz demokrata pełną gębą, najmądrzejszy ze wszystkich łaskawca, wierzący święcie w to, że jest taki ważny, że nie musi nikomu na żadne pytania odpowiadać.
A my, zwykli mieszkańcy miasta? My – mamy jedynie cieszyć i wiwatować. Żadnych pytań. Naszą bowiem powinnością, jako mieszkańców miasta, nie jest poszerzanie wiedzy, dowiadywanie się, broń Boże rozliczanie, ale pokorna akceptacja najgłupszych nawet pomysłów władzy. Władzy, którą co prawda opłacamy z naszych podatków i opłat, ale która nami pogardza zamiast nam służyć.
