Jakże piękna katastrofa
Na skutki rządów nowego prezydenta miasta nie trzeba było zbyt długo czekać. Hierarchia imposybilizmu i nieudaczności zaczynająca się w samorządach lokalnych a poprzez samorządy regionalne kończąca się na rządzie, wspierana przez wyborców nie rozumiejących niczego ze swoich decyzji wyborczych, kończy się zgodnie z teorią, katastrofą.
Prezydent Marcin Pabierowski nie jest niczemu winien. On jest wybrańcem ludu. Dlatego winni są wyborcy, kochający swoje własne wyobrażenia o władzy, skrystalizowane w jakże twórczej myśli zapisanej ośmioma gwiazdkami. Wszak jak odkrywczo powiedział pewien partyjny wódz – „Ja wam wójta (tu prezydenta) nie wybierałem.
Nie warto robić analizy upadku Centrum Biznesu, bo to jedynie skutek atrofii samorządności zdominowanej przez merytoryczną ignorancję i zarażonej kolesiostwem. Spółki miejskie traktowane jak partyjny łup, władza samorządowa grawitująca do białoruskiego modelu sprawowania władzy, ulubionego modelu każdej polskiej partii, zgodnie z wszelkimi zasadami musi kończyć się tak jak skończyło Centrum Biznesu. Centrum miało pecha ponieważ z racji formy prawnej koszty i zyski musiały się zbilansować. Inaczej z innymi spółkami miejskimi, które upaść nie mogą, bo mają charakter naturalnych monopoli. Te nawet jak są zarządzane w sposób skrajnie nieudolny, dają zatrudnienie rozmaitym nierobom i partyjnym kolesiom, nie upadną. Bo jak to jest w zwyczaju Rada Miasta podejmie jedyne twórcze działania naprawcze jakie radnym przychodzi do głowy i podniesie koszty wody, ścieków, biletów czy śmieci. Radni zrekompensują sobie te podwyżki podniesieniem swoich diet i na rok będą mieli spokój.
Upadek Centrum Biznesu jest nieuchronnym skutkiem patologii samorządowej. Generalnie polska samorządność chełpi się pomnażaniem wydatków. Wśród samorządowców nie ma cienia nawet zdolności intelektualnej do znalezienia sposobu na generowania miejskich przychodów inaczej jak poprzez podwyżki danin i dotacje z Unii oraz budżetu państwa. Nic więc dziwnego, że Centrum Biznesu skazane formą prawną na zarabianie na siebie musiało upaść. Teraz dzięki kolejnym genialnym pomysłom radnych przejdzie w całości na stronę kosztów i zostanie całkowicie uwolnione od rachunku ekonomicznego. Już nie będzie musiało na siebie zarabiać. Zielonogórzanie dopłaca do niego z własnych kieszeni. Stanie się siedzibą rozrastającej się niczym rak biurokracji.
Upadek Centrum Biznesu jest też kolejnym sygnałem powolnej agonii miasta. Miasta w którym powoli wszystko maleje, parszywieje, nikczemnieje. Będzie już tylko gorzej. A władza? Władza zadowolona z siebie. Jak zawsze. Za nasze pieniądze.
J-007
